Dzień 90

W ostatni dzień wszystko we mnie gra, smuci się i szaleje – nie da się tego uspokoić za jednym zamachem. Nic nie działa na to rozedrgane powietrze smutkiem odjazdu i radością powrotu. Tyle Biblii się we mnie wlało, tyle obrazów z Galilei i okolic, tyle rozmów, tyle modlitw i Mszy, bycia z Jezusem tam, gdzie już kiedyś był. Byłem z nim w  Efrem, w domu Marty i Łazarza, w domu Piotra i nad tym samym brzegiem Kinneretu. Jak ja za to zapłacę? Nawet karta MasterCard nie pomoże…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Poranek w Betlejem. Ostatni.

Był to pewnie najdłuższy dzień mojego życia, zaraz zobaczycie dlaczego. Rano byłem jeszcze w Betlejem, ale kiedy słońce wstało ja też już nie spałem. Wsiadłem do autobusu w stronę Jerozolimy i jechałem dumny z bycia z tymi ludźmi. Chciałem im powiedzieć, nie bójcie się, nadejdzie dzień, że wszystko będzie inne. Gdybyście uwierzyli w Jezusa już byłoby inne. Kawa poranna z moim przełożonym, amerykańskim jezuitą Patem dała mi kopa na całe przedpołudnie. Przecież miało się tyle wydarzyć. Najpierw arabski autobus nr. 275 na Górę Oliwną. Zacząłem po ignacjańsku, czyli od Góry Wniebowstąpienia, na którą Ojciec Ignacy wracał się kilka razy, aby zapamiętać w którą stronę Jezus wstępował do nieba. Z pewnością, na północ – jak już pisałem, mniej więcej w stronę polskiej Polski. Jakoś Rzeszów, choć nie wykluczone, że Tychy 😉

Stamtąd poszedłem na umówione i długo oczekiwane spotkanie z siostrą Paulą. Siostra jest nawróconą na katolicyzm żydówką, ale nie rozmawialiśmy o tym (choć chciałem…). Nie było czasu, bo najpierw moje kubki smakowe zostały zmiażdżone pysznością ciasta, które tutaj w Palestynie nazywają „zemsta drwala” czy jakoś „szczepka drewna” 😀 Świąteczne ciasto arabskie o smaku nieba z kremem. To już drugie takie moje doświadczenie w życiu, że jak siostry upieką jakieś ciasto, to nic tylko kłaść się i umierać, bo człowiek ma wrażenie, że już doświadczył wszystkiego 🙂 Jest taka piosenka Piaska – „prawie do nieba wzięłaś mnie” – to właśnie zrobiła s. Paula za pomocą ciasta i herbaty. A potem? Pogaduchy.

Ratowanie świata z siostrą Paulą zaczęliśmy od sytuacji w Ziemi Świętej. Okazuje się, że suma sumarum nie jest to ani Ziemia palestyńska ani, kananejska, ani żydowska (to mówi Żydówka), ani, uwaga, chrześcijańska, bo słowo Ziemia Święta w języku hebrajskim powinno się bardziej tłumaczyć „Ziemia Świętego”. Dziękuję dobranoc. To nie wszystko, s.Paula zauważyła, w odniesieniu do Roku Miłosierdzia (prorok jakiś?), że Bóg Ojciec na początku dał nam 1 przykazanie – „nie zrywaj owocu”. Potem Noe sporządził 7 przykazań, następnie Mojżesz 10, Żydzi poprawili do 613 przykazań, a katolicy mają Kodeks Prawa Kanonicznego z 1752 kanonami 😀 Trochę to przewrotne, trochę zabawne, ale trochę nie. Jak na razie mamy Rok Miłosierdzia, więc Miłosierdzie Rules! Dalej: że w języku hebrajskim nie ma czasu teraźniejszego („to be”), tylko przyszły i przeszły – to prawda 😀 Oba te czasy nie leżą w naszej mocy, oba są w rękach Boga 😉 Nasza teraźniejszość jakoś jest, ale za chwilę już jej nie ma. Istnieje za krótko byśmy mogli powiedzieć, że coś należy do nas. Dalej: opowiedziała jak kiedyś miała dyskusję z Rabinem o tym jak drogi Boga są inne od naszych. Na przykład kiedy dał Mojżeszowi przykazania a wśród nich „Nie zabijaj” (Wj 20), a potem każe zabijać czarownice i innych nieszczęśników, wypędza narody przed Izraelitami i wydaje je w ich ręce. Rabin odpowiedział, że Bóg rozkazuje ludziom żyć w świętości: „usuniesz zło sprzed Mojego oblicza”. Jest to wszystko logiczne, ale siostra tutaj mówiła mi: jak inne są drogi Boga od naszych, jak my mało wiemy o Ojcu. Nasze debaty na temat Boga zaprowadziły nas na teren niewiedzy, zupełnej ciemności jeśli chodzi o poznanie Ojca. Siostra wypunktowała, że Boga nikt nigdy nie widział, tylko Jezus nam o Nim powiedział. Siostra przypomniała takie zdarzenie z Dzienniczka (nr. 30), kiedy Faustyna zastanawiała się nad istotą Boga. Jezus się zgodził i pokazał jej jakby trzy źródła. Faustyna poskarżyła się, że nie rozumie tego co widzi, a Jezus odparł, że tym bardziej nie jest w stanie zobaczyć istoty Boga. Siostra Paula skwitowała, że wszystko jest w Jezusie (to trochę wzruszające wyznanie Żydówki, kochanej zresztą) i że w Nim mamy przystęp do Ojca, o jakim moglibyśmy pomarzyć bez Jezusa. A teraz ogromne świadectwo, którym podzieliła się ze mną siostra Paula – ja też wam je powierzam, bo sam mam podobnie. Powiedziała mi bardzo prosto, jak dziecko mówi nauczycielowi w klasie, że czasem nie rozumie Boga, ma wątpliwości w wierze, problemy w zgromadzeniu, ciche dni z Panem Bogiem. Zamurowało mnie. 70 lat w zakonie, tony modlitw przerzucone i worki soli zjedzone, różańce na proch starte i…ciche dni z Bogiem? 😀 Zupełnie mnie oczarowała tym wyznaniem i pomyślałem sobie – spokojnie, moje wątpliwości i pytania to mały pikuś. Przyznaję bez bicia, że po godzinnej rozmowie z s.Paulą wyszedłem bardziej „nauczony” i zbudowany niż po 16-tu wykładach i 10 książkach.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wejście do sióstr Benedyktynek na Górze Oliwnej. Tu mieszka siostra Paula i jej ciasto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bazylika Getsemani z tyłu fotografowana.

Stamtąd szedłem sobie spokojnie na Syjon, aby kupić pamiątki oraz napić się kawy w kawiarni, którą zamykają o 16.53 😀 Nie żartuję, jedyna taka na świecie. Po drodze jednak z Oliwnej zaszedłem do Ogrójca. Musiałem przecie. Żywą ręką dotknąłem najpierw kamienia wniebowstąpienia na Górze Wniebowstąpienia, a teraz dotykałem tej samej skały, na której mój Zbawiciel pocił się dla mnie krwią. Taka sytuacja.

Modlitwa znaleziona na tabliczce w ogrodzie mówi, że w trudnych chwilach kiedy życie nas nie rozpieszcza też powinniśmy wołać: „Tato, nie rozumiem Cię, ale ufam Ci…” Trochę to przypomina rozmowę z s.Paulą jakieś 15 minut temu. Całkiem przypadkiem znalazłem w Getsemani esencję chrześcijaństwa – heroiczne zaufanie w miłość Ojca. Tutaj właśnie zostały otwarte pierwsze drzwi święte w Roku Miłosierdzia. Można tu przyjść i garściami brać przebaczenie, super co?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Napis mówi, że Jezus chciał umrzeć już tutaj, aby tylko nie wpaść w ręce Rzymian. Ojciec chciał jednak Zmartwychwstania i zwycięstwa nawet nad Rzymskim okrucieństwem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bazylika okalająca skałę konania w Ogrójcu i okno, które uchylił nam Bóg.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Góra Oliwna, Bazylika Getsemani oraz nasz cmentarz zielony.

Stamtąd, idąc sobie wokoło starej poczciwej Jerozolimy, rzucałem oczami to tu, to tam. Oto jeden z rzutów na Górę Oliwną i cmentarz chrześcijański, który znajduje się tuż pod Bazyliką Ogrójca, tą z drzwiami otwartymi bezczelnie na oścież 😉 Powoli snując się jak wąż pod górę, wspinałem się na Syjon, gdzie czekała mnie kawa u Benedyktynów i zakup pamiątek. Dla przykładu, udało mi się kupić dla mojej wspólnoty w Bostonie kielich – ręcznie rzeźbiony w drewnie z drzewa oliwnego. Yes! „Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Ten kielich jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę»” (1 Kor 11, 25). Miałem więc za pazuchą coś na kształt i podobieństwo Świętego Grala, którego szukał król Artur. Poza tym, ani się obejrzałem i znów sukces, bo udało się zarezerwować na Syjonie sprawowanie Mszy – dziś na czwartą! Przypomina mi się piosenka, którą lubię i często śpiewałem na Oazach: „Ci, którzy Jahwe ufają, są jak Góra Syjon co się nigdy nie poruszy”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Syjon.

Na umówioną Mszę poszedłem z Erwinem, moim kolegą z Filipin. Zostaliśmy przyjęci przez polskiego Benedyktyna Dominika, który z wrodzonym sobie wdziękiem benedyktyńskim przygotował nam Mszę rzut kamieniem od „sali na górze”. Tu Duch Święty zstąpił na Apostołów, ale teraz tam nawet nie można odprawić Mszy – bo przez nasze chrześcijańskie sprzeczki rządzą tu muzułmanie i pilnują porządku. Nic to. Dla mnie i tak jak na „świeżaka”, odprawienie kilku Mszy w tych niezwykłych miejscach robi ogromną różnicę. Zabraliśmy się więc z Erwinem za Mszę o Zesłaniu Ducha Świętego i mieliśmy Zielone Świątki pod koniec grudnia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miejsce naszej Mszy – rzut kamieniem od Sali na Górze.

Czytanie z Dziejów o Szumie z nieba i tłumie stojącym na dworze (albo „na polu” jak ktoś z Południa to czyta 😛 );

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Plac, na którym byli zebrani wszyscy ludzie z różnych krajów i rozumieli Apostołów modlących się językami.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Sala na Górze – rzut kamieniem od miejsca naszej Mszy. Jeszcze było czuć podmuch Wiatru.

potem Psalm „niechaj zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię”; drugie czytanie z listu Pawła i zapewnienie, żeśmy Świątynią Ducha, który w nas mieszka; Ewangelia z Jana, jak uczniowie zamknięci z obawy przed Żydami przerażają się jeszcze bardziej na widok Jezusa ( w sumie też był Żydem 😉 ), ale ten pokazuje im rany i smutek zamienia się w radość i taniec. Modliliśmy się mocno, z pasją, gorąco prosząc o pokój w Ziemi Świętego 😉 W owej Bazylice Zaśnięcia NMP, jak ją nazywają potocznie chrześcijanie, znaleźliśmy piękną szopkę z jeszcze piękniejszymi figurkami ręcznie malowanymi przez Siostry od Małego Jezusa z Betlejem. Jest ich tam cała wspólnota i robią między innymi takie gliniane figurki. Wszystkie są w podobnym stylu i bardzo estetyczne. Po prostu musiałem zrobić fotkę małego Joshki zawiniętego w pieroga i ślicznej Miriam adorującej jej Chłopca i proszącej o więcej Ducha.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Jezus malusieńki”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Adorująca Mama.

Po Mszy wstąpiły we mnie ostatnie podrygi turystyczne. Kupiłem olejek nardowy w płynie, wypiłem kawę (chyba już 60-tą dzisiaj) w umiłowanym Hospicjum Austriackim z widokiem pierwszej klasy na Jeruzalem oraz wstąpiłem do sklepu z antykami. Powiem tylko tyle, że widziałem tam np. włócznie rzymskie z czasów Jezusa, takie jakiej Rzymianie użyli do przebicia boku Jezusa („gdy podeszli do Jezusa i zobaczyli, że już umarł, nie łamali Mu goleni, tylko jeden z żołnierzy włócznią przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła krew i woda” – J 19, 33-34). Sprzedawca i właściciel sklepu to również ojciec rodziny. Miał na imię Abraham, więc od razu zdobył moją sympatię. Ja natomiast musiałem zdobyć jego, bo dużo mi spuścił za trzy monety z czasów Jezusa, które od niego kupiłem. Powiedział mi, że był właśnie w meczecie i się modlił, kiedy jego synowie zadzwonili, żeby przyszedł, bo mają klienta. Abraham powiedział też, że jak tylko wszedł do sklepu i mnie zobaczył, to jego serce się poruszyło. Jaja jakieś. Poczęstował mnie herbatą z listkiem mięty i ugościł. Coś wam to przypomina? Abraham, goście i uczta? Zajrzyjcie tu: Rdz 18. Tylko mu nie powiedziałem, że będzie miał syna, bo już miał chyba z pięciu 😛 Abraham pokazał mi antyki, które są nie z tej ziemi – ale z czasów i z ziemi Jezusa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ostatni wieczór i ostatni mój obraz z Jerozolimy.

Spakowałem się szybko, bo wiele nie miałem. Moi współbracia pożegnali mnie m.in. włoskim „ciao, bello” 😀 Tak oto zakończyła się moja podróż po Ziemi Świętej. Równo 3 miesiące – 90 dni i 37 minut, bo samolot oderwał się od Ziemi 37 minut po północy. Opowiem jeszcze o historii mojego przyjazdu do Izraela, bo obiecałem w którymś wpisie, ale muszę dać temu wszystkiemu czas. Moją głową jeszcze jestem w Galilei 😉

Dzień 89

Skoro świt wyruszyliśmy z Betlejem do Galilei – w nieco cieplejsze okolice Izraela (z ok. 5 do 20 stopni Celcjusza 😉 ) oraz o wiele niższe (z ok. 700 m n.p.m. do -200 m p.p.m 😛 ). Umówiliśmy się na 6.00 rano, ale w czasie arabskim oznacza to, że nie wyruszyliśmy przed 6.30 😀 Co to w ogóle za akcja? Piotr (po arabsku Bytros) zaprosił mnie Pawła (po arabsku Bulos) na wycieczkę z 40 osobową grupą studentów Betlehem University, abym był duchownym ekipy. Wiecie ile się zastanawiałem? W ogóle 😉 Nul, zero sekund.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wschód nad krainą Judzką.

Na początek opowiem trochę o nich, o studentach z Betlejem, którzy skradli moje polskie serce. Ponieważ nie mówię po arabsku, trochę ciężko było mi na początku wejść w ich struktury. To co mi się u nich podobało, to arabski śpiew na tyle autokaru z pongo – jakby w nich życie wstąpiło, jakby kanarki wyleciały z klatki. Musicie wiedzieć, że Palestyńczycy rzadko podróżują poza granice Zachodniego Brzegu Jordanu, a kiedy podróżują, to na całego. Taka podróż to około 3 godzin, więc mogłem trochę posłuchać ich muzyki, potem pogadać z jednym, czy drugim studentem. Jednym z nich była Miriam, pracująca w księgarni chrześcijańskiej niedaleko Betlejem. Miriam, poza tym, że nosi imię Matki Bożej jest jedną z tych palestyńskich kobiet, z którymi Bóg w Starym Testamencie zakazywał się zadawać Żydom. Czemu? Ich piękno powodowało, że hebrajczycy najpierw się z nimi żenili, a potem robili dla nich cokolwiek chciały, np. przyjmowali obce bóstwa kananejskie. Bóg wiedział co robi zakazując zadawania się z nimi, wiedział też co robi stwarzając je na swoje podobieństwo 😉

Drzwi, młot i Fuad.

Naszym pierwszym przystankiem było Nazaret. Tego dnia zjechało tutaj mnóstwo katolików, ponieważ patriarcha Fuad otwierał tutaj kolejne święte drzwi w Roku Miłosierdzia. Bazylika w Nazarecie była więc nabita. I znowu walenie młotkiem po drzwiach i otwieranie. Mój profesor z matematyki w liceum mawiał, kiedy nie mogliśmy rozwiązać jakiegoś trudnego równania: Jak nie kijem, to go pałą 😀 Myślę, że w przypadku dochodzenia do Bożego Miłosierdzia sytuacja jest podobna 😉 Papież daje do zrozumienia, że kościół jest dla każdego grzesznika, więc jak nie można normalnie przyjść do Boga przez drzwi, to za pomocą młota równie dobrze można przez nie przejść. Proste. Wszystkie chwyty dozwolone.

Nazaret – kwiat lilii i wioska Świętej Rodziny.

W następnym punkcie programu rozkoszowaliśmy się rybą św. Piotra (Talapią) w Magdali (tak, tak, w mieście św. Marii Magdaleny) i w rozmowach ze studentem z Syrii i siostrą zakonną z Malty reperowaliśmy cały Boży świat. Wydaje się bowiem, że dziś parę rzeczy nie działa za dobrze…;) Na szczęście parę słów, wymiana zdań poprawiła globalną sytuację.

Msza z Fuadem, cała po arabsku…

Wyprawa po Kinnerecie. Co tydzień się to człowiekowi nie zdarza.

Wisienką na torcie z Galilei była krótka wyprawa statkiem po Kinnerecie – Jeziorze Galilejskim. Start z Tyberiady, małe kółko niedaleko Kafarnaum i powrót do tego samego portu. Nic dziwnego, że w trakcie burzy łódź z uczniami prawie się zatopiła z Synem Bożym na pokładzie – nieźle tu buja nawet w stanie pogody. Kinneret jest ogromnym jeziorem i z tego co pomiętam taki szkwał na polskich jeziorach mazurskich zatapiał mnóstwo łodzi i pochłaniał ofiary. Co dopiero taki kolos. Dzięki Bogu Joshka się przebudził ze słodkiego snu i pomógł za pomocą wydania rozkazu wichrowi. Normalka, przecież tak się robi 😉 Ale kiedy wysłał uczniów na pewną śmierć na jeziorze w trakcie burzy, a potem jeszcze przyszedł do nich i to nie normalnie „idąc” tylko „krocząc” po jeziorze, to z górką przesadził 😛 Miło było popatrzeć na tę wodę, po której Jezus chodził, a Piotr próbował.

W oddali Dom Piotra i Andrzeja, Dom Jezusa w Kafarnaum.

Tyberiada położona na wzgórzach tuż przy zachodnim brzegu jeziora. Piękny widok.

 

Tyberiada była dużym miastem nawet w czasie Jezusa, wiecie? Budowała się wtedy, ale już była metropolią wybudowaną przez Heroda Antypasa na cześć cesarza Tyberiusza, gościa rządzącego Imperium Rzymskim w latach 14-37 AD. Herod mieszkał tutaj przez dłuższy czas. Żeby zobaczyć Jezusa i Jego cuda ludzie przypływali w łodziach właśnie z Tyberiady oraz Magdali, Ginnosar (obczajcie tu: J 6, 23). Dziś miasto liczy 41 tys. mieszkańców i posiada mały port, mnóstwo hoteli i przytułków dla turystów oraz niezliczoną ilość kebabowni 😀

„O czwartej straży nocnej przyszedł do nich krocząc po jeziorze” (Mk 14, 22-32).

Końcówka dnia stała pod znakiem naprawdę niezwykłej rozmowy z siostrą zakonną z Malty (musiałem się jakoś trzymać z dala od tych kobiet palestyńskich jak Bóg przykazał 😛 ) oraz oglądania wschodu…księżyca nad Jeziorem Galilejskim. Jutro czekał mnie ostatni dzień 90 dniowych rekolekcji w Ziemi Świętej.

Wschód księżyca nad Kinneretem (a dokładniej wzgórzami Golan).

Dzień 88

Nie macie pojęcia co mnie spotkało drugiego dnia Świąt. Jednym z jezuitów pracujących w Betlejem od trzech lat jest Holender Hans (ale nie Solo 😛 ). Człowiek niezwykłej świętości i całe życie poza ojczyzną – najpierw Sudan, potem Liban, itd. Posługuje w Betlejem pomagając Siostrom Miłosierdzia od Matki Teresy. Poprosiłem go więc, by mnie ze sobą zabrał na Mszę i oględziny ich posługi. Siostry tutaj pomagają najuboższym ludziom tego społeczeństwa – czyli niepełnosprawnym umysłowo i ruchowo. Wyobrażacie sobie, że nie ma tutaj żebraków, bezdomnych, itd? Za to niepełnosprawni, postrzegani jako hańba są często trzymani w domach, żeby światło dzienne ich nie ujrzało. Dlatego siostrzyczki odwiedzają te rodziny, albo biorą tych aniołów do siebie do ośrodka. Dają jedzenie, rehabilitują. Sióstr w Betlejem jest 4, hahaha, z czego jedna z nich to siostra Regina, nasz rodzimy produkt, Polka 😀

Misjonarki Miłości 🙂

Zaszliśmy tam rano z Hansem, lat 75. Odprawiałem im Mszę i czułem się zaszczycony: krzyż z napisem „Pragnę”, pacjenci ośrodka i 4 siostry, które na podniesienie Ciała i Krwi Jezuska padały twarzą na ziemię. Nieziemsko. A potem były śmiechy i chichy z pacjentami, śniadanie z siostrami, ból brzucha ze śmiechu, opowieści z Polski, Indii, Filipin oraz Malty (właśnie z tych krajów są te siostry), prezenty, słodycze. Proste, tryskające radością bezczelnie i bezustannie, jak Matka Teresa. Dobra robota Matko, twoje siostry mają się dobrze i dobrze mają się ci, którzy z nimi przebywają.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Góry i pagórki Betlejem, w drodze do Jeruzalem.

A potem wyruszyłem w kierunku zupełnie przeciwnym niż dotąd, tym, który opisują wszystkie Ewangelie – do Jerozolimy. Drugi dzień Świąt to chodzenie po Jeruzalem i żegnanie się z Ziemią Świętą. Czułem jak opuszczam te ulice, zakątki, wzniesienia. Ale jeszcze nie dziś. W zanadrzu czekała mnie jeszcze jedna podróż. Nazajutrz miałem bowiem jechać z grupą studentów do Galilei. Ale o tym jutro.

Wieczorem byłem z powrotem w Betlejem. Z Piotrem poszliśmy na tzw. „Christmas Party”, gdzie grał cudowny zespół o nazwie….(przypomnę se to się pojawi). Grupa pochodzi z Armenii i mają muzykę jak trzeba. Nic dodać nic ująć. Jakichś ich kawałek pojawi się tu niebawem 😉 Z tym wszystkim poszedłem spać tuż przed podróżą do Galilei w Niedzielę, 27 Grudnia, dokładnie pół roku po święceniach 😉 „Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom i Piotrowi: Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział” (Mk 16, 7).

Dzień 87

O Dniu Bożego Narodzenia piszę w Sylwestra, ostatni dzień roku 2015, więc nie obędzie się bez małej laudacji. Pierwszy raz w życiu nie chcę opuszczać starego roku…bo cóż to było za 365 dni – ani jednej sekundy nie żałuję. 4 wydarzenia chcę zanotować, aby ich nigdy nie zapomnieć. Pierwsze wspomnienie (obok tysiąca cudownych dni, chwil, spotkań) nosi datę 11 stycznia i pochodzi z Nowego Yorku, kiedy to spotkawszy jezuitę, mojego współbrata i twórcę pierwszych odcinków kultowego serialu „The House of Cards” pierwszy raz przyszła do mnie myśl, aby swoją ukochaną Biblię studiować choćby przez jeden semestr w Ziemi Świętej. Drugie wspomnienie jest z rekolekcji przed święceniami w dniach 11-20 Maja w naszym domu rekolekcyjnym w Colorado obok Denver. To, co tam się stało jest nie do opisania. Spędziłem osiem dni z Trójcą Świętą i zobaczyłem, że Duch Święty chodzi w zielonych trampkach 😀 Potem oczywiście święcenia kapłańskie 27 czerwca, ale to co najbardziej mnie wzrusza to Prymicja 5 lipca z moją całą parafią, z moimi lektorami, z zespołem, z uwielbieniem i wesele 😀 Nie muszę chyba mówić, że czwartym wspomnieniem i wydarzeniem mojego życia był 3 miesięczny pobyt w Jerozolimie, studia biblijne, święta w Betlejem i trzy wycieczki do Galilei (30 września – 29 grudnia). Rok 2015 przeszedł do historii jako rok pełen łaski – wydarzeń, które nadadzą kształt całemu mojemu życiu. Słowo „dziękuję” wychodzi z każdej części mojego ciała i duszy 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Śniadanie mistrzów.

A teraz do dzieła – 25 grudnia, dzień Bożego Narodzenia spędziłem w trzech odsłonach. Rano, jakby mi było mało, poszedłem na kolejną Mszę 😀 Przedtem jednak poszedłem z Piotrem na śniadanie do jego ulubionego miejsca i rzeczywiście, to było nie lada śniadanie – shakshuka, czyli jajko (coś jak sadzone) w specjalnym sosie z pomidorów i kawa. W ten sposób jedzą w Egipcie, więc Piotra za każdym razem coś ściska w żołądku, kiedy mu to serwują – tęskni za domem 🙂

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jedna z grot pastuszków w Betlejem. „Nie bójcie się. Oto dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel”.

Po egipskim śniadaniu wspomniana Msza – uwaga!!! – na polu, gdzie według tradycji znajdowali się pasterze, kiedy to anioł naraz stanął przed nimi sprawiając im nie lada atrakcje świetlno-audio-wizualne. To dopiero musiało być wejście, skoro Łukasz opisuje, że mało nie pomarli ze strachu 😀 Musiało z nimi być tak, jak w tej nietuzinkowej pastorałce Pospieszalskich 😉 Nietuzinkowa Pastorałka

Dziś znajdują się tutaj groty, które franciszkanie poprzerabiali na małe kapliczki – śliczne miejsce. W świąteczny poranek odprawić tutaj Mszę to coś jak z malucha przesiąść się na fotel promu kosmicznego. To na tej porannej Mszy w grocie pastuszków, kiedy w trakcie komunii wylądowała na moich dłoniach biała hostia przemienionego Chleba, zobaczyłem że na moich ramionach trzymam małe, śliczne niemowlę. Płakało strasznie i dopiero kiedy zjadłem ten biały Chleb chłopiec się uspokoił, jakby tylko w żłobie mojego serducha było mu dobrze i ciepło. Okolica jest piękna, całość położona na zboczu góry, na której dziś leży Betlejem. Cała Judea to góra na górze i pagórkiem pogania. Nie uświadczysz tu płaszczyzny, chyba że w snach o płaszczyznach, albo filmach o wyrabianiu stołów 😛

Tutaj trochę informacji o Betlejem, byście nie pozostali w informacyjnym chaosie. Ludzie mówią, że pole na którym byli pastuszkowie to to samo pole, na którym Dawid pasł swoje owieczki. Wiemy przecież, że Dawid urodził się w Betlejem. Poza tym, prorok Samuel w 1 księdze Samuela rusza do Betlejem, aby namaścić nowego króla Izraela. Znacie tę historię? Samuel patrzy na synów Jessego, ale co to? Brakuje jednego – małego Dawida, który właśnie jest na pastwisku i pasie trzodę. Nie będę strzępił języka, zajrzyjcie: 1 Sm 16, 1-13. Z Dawidem jest związane jeszcze to proroctwo, że właśnie od niego wyjdzie król, którego panowaniu nie będzie końca (1 Krn 17, 7-14). Ale to nie wszystko, potem w Księdze proroka Izajasza mamy to: „Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel…”(Iz 7, 14) oraz cytowane w Ewangelii Mateusza proroctwo proroka Micheasza o Betlejem: „A ty, Betlejem Efrata, najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich!  Z ciebie mi wyjdzie Ten, który będzie władał w Izraelu, a pochodzenie Jego od początku, od dni wieczności…”(Mi 5, 1). Ach, to Betlejem…kiedyś podobno wiocha zabita dechami i dwa domy na krzyż. Dziś to spore miasto.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tuż przed świątecznym obiadem – kucharz Nikola oraz nasza Nufuz.

Stamtąd udaliśmy się razem, jak Bóg przykazał, do Jerozolimy na świąteczny obiad. Nasz kucharz, Nikola, który chodzi do najlepszej szkoły kucharskiej w Jeruzalem, testuje na nas swoje najlepsze pomysły. Gość jest z nieba, mówię wam. Mógłbym zostać jego testerem 😉 A w jadalni? Nasza kochana Nufuz przygotowała wszystko jak trza…nasza mama, opiekunka, dobry anioł tego domu, nasza siostra i nasze duchowe wsparcie. Tego dnia cała atmosfera napięcia w Jerozolimie, wojna między Izraelem i Palestyną zniknęły jak kamfora.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Miasto Dawida. Dom chleba. Miejsce narodzin Małego Boga.

A wieczorem znów huzia do Betlejem. Po zachodzie znów byłem tam, gdzie Mały się narodził. Swoją drogą – ciekawe ile dni pozostali w Betlejem aż wyruszyli w drogę do Egiptu. Ciekawe też, czy jedli tam tradycyjne jajko sadzone w specjalnym sosie pomidorowym, które tak rozczula mojego współbrata? Myślę, że tak 🙂 Shakshuka nawet Świętej Rodzinie przypadłaby do gustu 😀

Dzień 86

Jest Wigilia, tyle przeżywam, tyle doświadczam, że nie jestem w stanie usiąść i napisać – za dużo. Jestem…”dzisiaj w Betlejem”. Wszystko to jakoś wyleję na bloga i na was po powrocie do USA. Życzę najcudowniejszych świąt i ściskam was jak pastuszek ściskał małego Joshkę 🙂 On jest.

Jest dzień wigilijny, więc od rana w głowie słyszę tylko jedną melodię „To jus porał na Wigiljom” z kolęd Preisner’a. Jednym słowem, dostąpiłem tego dnia i w kolejnych totalnego zanurzenia w Boże Narodzenie, więc posłuchajcie.

Totalne zanurzenie we Wcielenie.

Po obiedzie, po kilku mniej lub bardziej skoordynowanych ruchach w stronę uporządkowania dnia wyruszyłem do Betlejem. Było po 16.00, więc słońce właśnie zachodziło i tworzyło ten niepowtarzalny klimat górskiego zachodu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zachód nad wzgórzami Judei.

Kiedy przyjechałem do naszej jezuickiej wspólnoty w Betlejem było już po zmierzchu, popatrzcie tylko na tę noc.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Księżyc i gwiazdy mówiły mi: Witaj. Myśmy widzieli tutaj cud, a dziś jesteś tu i ty. Witaj.

Moja podróż przez Betlejemską noc nie była samotną wędrówką. Towarzyszył mi Peter – jezuita, który robi na Betlehem Univeristy swoją magisterkę. Jest on strasznie ciekawą postacią, ponieważ urodził się w Egipcie i jest katolikiem w obrządku koptyjskim. Gdy miał lat kilkanaście przeprowadził się z rodzicami do USA i tam wstąpił do jezuitów. Dziś uczy tutaj filozofii i angielskiego. Znając arabski od urodzenia oraz będąc duchownym był dla mnie kluczem do niejednych drzwi. Ludzie tutaj – zwłaszcza muzułmanie – szanują duchownych wołając na nas „abuna„.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Byliśmy tu” (Józef z małżonką).

Najpierw w dobrej palestyńskiej „kebabowni” kupiliśmy kolację na „po-pasterce” (jak wiecie, Wigilii takiej jak u nas nie ma nigdzie na świecie – kocham Polskę 😉 ). Stąd ruszyliśmy na Plac Narodzenia. Idąc sobie jedną z ulic Piotrek nagle wypala do mnie: Wiesz, ta uliczka to Trakt Trzech Króli – tędy do Stajenki szli Trzej Królowie…zamurowało mnie. Więc to wszystko prawda, te wszystkie kolędy polskie, te tradycje, te karpie i prezenty i opłatek mają sens. Przez jakiś czas pozostałem taki…zamurowany. Czy pisałem kiedyś, że w Ziemi Świętej każdy kamień i ptak mówią o Biblii i o historii Małego Chłopca, który nie bał się niczego, bo miał Boga za Ojca? Pewnie tak…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Trakt Trzech Króli.

Na Placu Narodzenia przed Bazyliką Groty gwarno, mnóstwo ludzi, jedzenia, zapachów, wielka choinka oraz meczet naprzeciw jak statek kosmiczny podświetlony na jaskrawo-zielono. Ponieważ na środku stoi scena, wiadomo, że będzie kolędowanie. Pomyślałem: Miazga! Czy może być coś lepszego? Szybko okazało się, że może 😀 Po prostu poziom śpiewu najpierw chrześcijan arabskich a potem koreańskich (nie pytajcie nawet) nie dosięgał nawet do parapetu. Cóż, w życiu nie można nikomu ufać 😀 Potem się dowiedziałem, że koreańskich chrześcijan ewangelickich możemy jednak podziwiać z innego powodu. Przyjeżdżają do Palestyny i uczą się arabskiego, aby….ewangelizować muzułmanów! Nikomu jeszcze nie zaszkodziło poznanie Joshki, a Korei gratulujemy Ewangelików. Niebo bezchmurne, ale ziąb jak w psiarni. Dobrze, że można rozgrzać się gorącą kawą z kardamonem, albo Sachlab – mleczny napój na gorąco, bardzo popularny wśród Arabów (coś jak budyń).

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tuż przed Placem Narodzenia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Plac Narodzenia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kolędowanie w Betlejem po arabsku: „Lejla daj, lejla daj, e lejla lejla daj”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Tu choinka i szopka nabierają niezwykłego znaczenia. Oni tutaj byli 🙂

W drodze powrotnej do wspólnoty doświadczyłem czegoś, co zmieniło moje wnętrze w gąbkę. Piotr zaproponował, byśmy zaszli do piekarni…Ludzie, piekarni tutaj mnóstwo i często otwarte całą dobę, ponieważ chleb w Palestynie jest wszystkim. Wiem, że wiecie – „Bet – Lehem” oznacza po hebrajsku „dom chleba”, co od razu nam przypomina Joshkę, który powiedział potem o sobie, że jest Chlebem. Dodam tylko, że po arabsku laham to „mięso” i „jedzenie” ogólnie. Po prostu Bet-lehem zawsze słynęło z niebywałego jedzenia, do tego stopnia, że Obama, gdy tu był, też zatrzymał się na kebaba i falafel 😉 Nic dziwnego. Dodatkowo według Koranu Maryja urodziła Jezuska pod palmą daktylową, niezła jazda co? Wcale bym się nie zdziwił, taki Słodziak z tego Małego Joshki, że można go jeść łyżkami 😉 Po prostu „Bet-Lehem” – dom chleba, daktyli, jedzenia, którym stał się dla nas Bóg. Musicie posłuchać tej kolędy o Betlejem – mieście piekarzy…tutaj.

Coś mi się zrobiło, gdy weszliśmy do piekarni, gdy młody piekarz wziął ciasto, włożył do pieca i wyjął ichniejszy chleb, za który zapłaciłem 2 szekle. Jadłem jak głupi ten ciepły i wzruszający chleb.

«Jam jest chleb, który z nieba zstąpił» (J 6, 41).

Po krótkim odpoczynku we wspólnocie poszedłem na Pasterkę. Być jednym z koncelebrujących na Pasterce w Bazylice Narodzenia? Nie śniłem nawet. Transmitowana na cały świat Wschodni (na Zachodzie raczej transmisja leci z Watykanu) tutejsza Pasterka jest pod specjalnym nadzorem służb specjalnych, a odprawia ją patriarcha Jerozolimy – Fuad, biskup pochodzący z Jordanu. Cieszę się, że go poznałem, bo na każdej Mszy w Jerozolimie modliłem się za niego, ale nigdy nie widziałem. Śmiesznie walił młotkiem w drzwi Święte Bazyliki, aby je odtworzyli w Rok Miłosierdzia tuż przed Pasterką. Franciszkanie długo nie czekali – otworzyli chyżo, bo młotek mógłby je przedziurawić 😛 Nie będę pisał o wszystkim, chcę tylko powiedzieć, że byłem bardzo szczęśliwy, a najpiękniejszy moment Pasterki to ten, który zawsze lubię na Pasterkach – krótkie kolędowanie po komunii. Tuż po przyjęciu komunii, kiedy wróciłem na miejsce i zaczęliśmy wszyscy śpiewać „Venite Adoremus” znalazłem się w innym wymiarze. Musicie tu przyjechać.

Po Pasterce miałem iście królewską ucztę złożoną z palestyńskiego kurczaka, kebaba i falafela 😀 Jakieś komentarze? Tak myślałem 😉 Wspólnota w Betlejem to Piotrek, o którym już pisałem; Peter – amerykański jezuita, który tuż po swoich święceniach powiedział, że chce swoje życie poświęcić pracy na rzecz Palestyńczyków i już jest tam 30 lat, kochany i podziwiany; oraz Hans, jezuita holenderski, który ma 70 parę lat, większość swojego życia spędził w Sudanie, ale od paru lat posługuje w Betlejem dając rekolekcje ignacjańskie i pomagając siostrom od Matki Teresy (o których jeszcze usłyszycie na tym blogu). Normalnie świąteczna paczka, ludzie Boga, moi współbracia, przy których czuję się jak osioł, bez kitu. Znają arabski, pięć innych języków, wykładają na uniwerkach, służą tutejszej ludności. Też tak chcę.

Ostatnim punktem dnia, tak, to jeszcze nie wszystko – była krótka Msza (tak, to już druga dzisiaj) w Grocie Narodzenia, pod Bazyliką, a jeszcze dokładniej w Żłobie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Msza w Żłobie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Żłóbek w Betlejemskiej Grocie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na imię Jezusa zegnie się każde kolano…(Flp 2, 10).

Jest tradycją, że w noc Bożego Narodzenia, od północy, co pół godziny, aż do rana odprawiane są Msze Święte w Żłobie. Extra, nie? Z Piotrem poszliśmy na jedną z nich, była po włosku i wcale nam to nie przeszkadzało. Tak się złożyło, że akurat w tę noc zjechało mnóstwo pielgrzymów z Indii. Gadaliśmy później o tym, że chrześcijaństwo nie znika, że żyje. Dzięki tej Mszy w Grocie, dzięki temu tłumowi pielgrzymów zobaczyłem, jak historia Jezusa narodzonego w Betlejem żyje, cała stanęła mi przed oczami.

Kiedy byłem na Pasterce słyszałem ludzi śpiewających jak aniołowie „Chwała na wysokości Bogu”. Potem widziałem Jezusa, który się narodził w dłoniach księdza – w tym samym żłobie co wtedy. Czułem jak serce rozpływa mi się w środku ze wzruszenia, podobnie jak Józefowi, gdy patrzył na Jezuska i swoją śliczną żonę. Czułem miłość ludzi, którzy przyszli, by zobaczyć Małego. Widziałem łzy w oczach pielgrzymów, podobne do tych, co ciekły po policzkach pastuszków. Widziałem rzesze pielgrzymów z odległych krajów, którzy klękali w miejscu narodzenia, podobnie jak Trzej Królowie ze Wschodu na widok małego Króla Nieba. Byłem tam i widziałem to.

Dzień 85

Z Betanią związane jest co najmniej kilka ciekawych fragmentów w Nowym Testamencie – wskrzeszenie Łazarza (J 11), siostry Łazarza Maria i Marta (Łk 10, 38-42) oraz uczta w ich domu z namaszczeniem głowy Jezusa (J 12, 1-11) – zajrzyjcie 🙂 Nic nie wiemy o tej rodzinie, nie znamy rodziców, ale wiemy, że kochali Jezusa strasznie a Jezus kochał ich strasznie. Ostatnio dowiedziałem się, że być może Jezus jako cieśla brał udział w pracach nad Świątynią Jerozolimską Heroda Antypasa (na tak wielką budowlę ściągały do Jerozolimy tłumy rzemieślników). Ewangelię mówią nam, że Jezus znał ludzi w Jeruzalem (np. człowiek, właściciel Sali na Górze, którego wskazał uczniom na miejsce Ostatniej Wieczerzy). Jeśli tak było, być może poznał Łazarza i jego siostry w tamtym czasie, może u nich mieszkał w czasie pracy nad Świątynią? Betania leży ok. 3 km od Świątyni. Jedno wiemy, kochali się kochasie 😉 Była to wielka przyjaźń.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dzisiejsza Betania.

W dzisiejszej Betanii, która niestety leży za murem palestyńskim, życie kwitnie. Wielki kościół Rzymsko-katolicki stoi na miejscu domu Marty, Marii i Łazarza, gdzie Joshka kochał przebywać, pewnie nie raz grali w karty, papier-nożyce-kamień i skakali w gumę. Tak, wiem, że to niewiarygodne, ale odprawiłem w ich domu dzisiaj Mszę. Cud na cudzie i cudem pogania 😀 Niezwykłe przeżycie. A była to Eucharystia o wskrzeszeniu Łazarza.

Jego grób znajduje się tutaj do dziś i leży między kościołem Łazarza a meczetem. Podobno muzułmanie też czczą to miejsce jako te, w którym Joshka (dla nich prorok Boga) dokonał wielkiego cudu. Popatrzcie na fotki, one wiele mówią.

Wracając z projekcji Gwiezdnych Wojen pomyślałem sobie, że wśród synkretycznych motywów filmu prześwituje też motyw chrześcijaństwa. Taka rozmowa np. kiedy Lea mówi do Rei – „niech moc będzie z tobą” – chce się odpowiedzieć „i z duchem twoim” 😀
Albo taki dialog: „Mocy nie widać, ale w niej poruszamy się, i jesteśmy w niej zanurzeni” – wystarczy porównać do Dz 17, 27-28. Hehe 😉

Lea, dziś już staruszka 😉

Dzień 84

Posłuchajcie tego fragmentu z Jana: Obchodzono wtedy w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: «Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie!» Rzekł do nich Jezus: «Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy» (J 10, 22-30).

Musiało być to święto, które dziś nazywamy Hanukka, a które skończyliśmy tutaj niedawno. Była zima, a Joshka przechadzał się w portyku Salomona w Świątyni. Byłem tam dzisiaj, ale zanim pokażę zdjęcia trochę o tym opowiem. Popatrzcie najpierw na foty jak wyglądała wtedy Świątynia.

File written by Adobe Photoshop? 5.0

Świątynia w czasach Jezusa.

Widok jest od strony zachodniej, front Świętego Świętych jest z drugiej strony (wchodziło się od strony wschodniej, od Góry Oliwnej). Portyk Salomona to owe krużganki naprzeciw wejścia, na zdjęciu po drugiej strony placu. Przechadzając się nimi Jezus miał ciągle widok na przód Świętego Świętych. Możecie wyobrazić sobie tę scenę wyraźniej. Jezus mówi tutaj o swoich czynach, których dokonuje w imieniu Ojca. W Portyku Salomona te słowa nabierają szczególnego znaczenia, bo padają tak blisko Ojca, że On sam je słyszy (chwała Boża spoczywała tam, gdzie Arka, w Świętym Świętych). Jezus bierze na świadka samego Ojca, bo wiecie, że w tamtym prawie na słowach dwóch świadków opierał się proces. Ale oni i tak nie wierzyli…Wzgórze świątynne najpierw należało do Żydów, aż do kompletnego zniszczenia świątyni przez Rzymian. Właśnie oni na miejscu Arki postawili świątynię Jupitera i wielki posąg cesarza, normalnie jaja. Ale to nie koniec. Potem następuje era chrześcijańska. Oni z kolei burzą pogańską świątynię Rzymian i budują na miejscu Arki wielką bazylikę Zbawiciela i monastyr. Po nich przychodzą Arabowie, niszczą chrześcijańskie budowle i w 691 roku budują na miejscu Arki Błękitny Meczet. Taka sytuacja utrzymuje się do dziś. Taki mają klimat. I jak tutaj ma być dobrze w tym kraju? Dziś Żydzi, na polecenie rabinatu Izraela, mają zakaz wstępu na Wzgórze Świątynne, aby przypadkiem nie chodzić po Świętym Świętych (nie wiadomo do końca gdzie Arka stała).

Widok współczesny od strony południowej. Tu Portyk Salomona znajdował się po prawej stronie prostokąta świątynnego.

Ale dość gadania, popatrzcie na wzgórze świątynne i miejsce, gdzie Joshka najpierw jako 12 letnie dziecko uczy Rabinów na czym polega życie, potem wielokrotnie przychodzi tu z uczniami – wywraca stoły, zapowiada jej zniszczenie, naucza przed śmiercią. Według Starego Testamentu Bóg, Ojciec Joshki, wybrał sobie to miejsce na mieszkanie. Trudno, co robić? 😉

Dzień 83

Doigrałem się. Wczoraj narzekałem na brak Pnp w tekstach adwentowych, a dziś co czytamy na Mszy? Oczywiście Pnp. Zamilknę, ale mam pewną satysfakcję skrytą z tego powodu. Po lekcji greckiego wyszedłem do naszego ogrodu. Nie chcę was martwić, ale pogoda słoneczna, słońce ciepłe i 15 stopni. Przechadzając się po ogrodzie zobaczyłem owoce i od razu przypomnieli mi się pierwsi rodzice. Ja też, jak Ewa, spostrzegłem, że drzewa te mają owoce dobre do jedzenia, że są one rozkoszą dla oczu i że owoce tych  drzew nadają się do zdobycia…witamin 😛 Zerwałem zatem owoce, skosztowałem i dałem współbraciom, a oni zjedli 😉 (Rdz 3, 6). Pomyślałem sobie, że kiedy oboje zostali wypędzeni z Raju, Adam zaraz po wyjściu za furtę wyjął gitarę i zaśpiewał „Nie płacz Ewka”. Pocieszyć umiał, tak bardzo, że Ewka od razu urodziła dwóch synów 😀

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pomelo, pomarańcza, mandarynka i cytryna zerwane w naszym ogrodzie 21 grudnia 😀

Odwiedziłem w końcu miejsce, które zwie się the Garden Tomb – miejsce, którym opiekują się chrześcijanie protestanccy. Jest to niezwykłe miejsce i choć nie jest możliwe, aby tutaj był grób Jezusa, to jego piękno przyciąga turystów, którzy chcą zobaczyć jak to mogło wyglądać. Katoliccy księża mówią, że nawet jeśli nie jest to grób Jezusa, to powinien być 😉 Po prostu w tym momencie prawdziwy grób Pana jest zamurowany bazyliką i nic nie pozostało z Golgoty i ogrodu wokół niej. Dlatego the Garden Tomb otwiera przed nami drzwi wyobraźni i jest takim koniecznym dopełnieniem wizyty grobu Pańskiego w Jerozolimie. Miejsce to znajduje się poza murami dzisiejszego Starego Miasta w pobliżu Bramy Damasceńskiej i posiada ogród, grób wykuty w skale, prasę do wina, wielgachną cysternę na wodę i wielka skałę, pod którą w pierwszych wiekach wykonywano egzekucje kamienowania. Anglikanie nazywają ją Miejscem Czaszki (Golgota). Popatrzcie sami i nacieszcie oczy.

Spotkałem też dziś Eli’ego – nawróconego Żyda, który jest pastorem, sympatyzuje z jezuitami i przyjeżdża na rekolekcje do Poznania 😀 Niezwykła ta jego historia. Kawałek przytaczam tutaj, a więcej znajdziecie na jego stronie ecumenicalforisrael

„Kiedy skończyłem 18 lat, poszedłem do wojska na 3 lata, jak wszyscy mężczyźni w Izraelu. Pewnego razu w pociągu spotkałem innego młodego żołnierza, który czytał Nowy Testament. Zaczęliśmy rozmawiać i on zaprosił mnie w Sobotę na spotkanie swojej wspólnoty. Miałem wątpliwości, ale jednak potem zdecydowałem się pójść. Byłem zdumiony, ponieważ na spotkaniu biblijnym rozmawiano o Abrahamie i jego życiu. Oczywiście, wiedziałem o tym jeszcze ze szkoły, ale nigdy mi nie przychodziło do głowy, że Abraham ma jakiś wpływ na moje życie. Przecież on żył 3000 lat temu!” Otrzymałem Nowy Testament i inne książki religijne. Zaczęły się moje duchowe poszukiwania….”

 

Dzień 82

Dziś strasznie miła niespodzianka, bo wpadła jak do nas jak po szklankę cukru grupa młodych ludzi. Weszli na koniec Mszy, więc nie zdołali przyjąć komunii. Okazało się, że to grupa Czechów (+dwoje Polaków), którzy dopiero co przylecieli do Izraela. Oczywiście z koszulką Super-ksiądź zjawiłem się, aby pomóc im w potrzebie. Msza była po czesko-polsko-angielsku, ale udało się 😀 Knedliczków nie przywieźli ;(

Ja nie wiem, nie kumam czemu tak mało w tekstach adwentowych jest tekstów z Pieśni nad Pieśniami. Musimy wiedzieć, że Święta Bożego Narodzenia mają bardzo wiele wymiarów – oczywiście pierwszy to pamiątka Wcielenia, drugi to Paschalny (Wielkanocny), ale jest i ten – bardzo ważny – aspekt oczekiwania na powtórne przyjście Jezusa. Dlatego zamieszczam ten tekst i małą rozkminę (bo z kminkiem).

Ja śpię, lecz serce me czuwa:
Cicho! Oto miły mój puka!
«Otwórz mi, siostro moja, przyjaciółko moja,
gołąbko moja, ty moja nieskalana,
bo pełna rosy ma głowa
i kędziory me – kropli nocy».
«Suknię z siebie zdjęłam,
mam więc znów ją wkładać?
Stopy umyłam,
mam więc znów je brudzić?»
Ukochany mój przez otwór włożył rękę swą,
a serce me zadrżało z jego powodu.
Wstałam, aby otworzyć miłemu memu,
a z rąk mych kapała mirra,
z palców mych mirra drogocenna
– na uchwyt zasuwy.
Otworzyłam ukochanemu memu,
lecz ukochany mój już odszedł i znikł;
życie mię odeszło, iż się oddalił.
Szukałam go, lecz nie znalazłam,
wołałam go, lecz nie odpowiedział (Pnp 5, 2-6).

Posłuchajcie, wiecie, że Pnp (skrót Pieśni nad Pieśniami, a nie Pieniński Narodowy Park) to oczywiście gatunek literacki – Erotyk. Ja tam jednak nie wchodzę tym dwoje do sypialni, ale chcę wam pokazać parę ciekawostek. Pierwsza jest taka – słyszycie jak oblubienica leży w półśnie i nagle puka gajowy, czy oblubieniec, jak tam chcecie. Opisuje ona system jaki stosowano w domach na bliskim wschodzie do rozpoznania przybyszów po zamknięciu drzwi. Na progu każdego domu znajdowała się szczelina, przez którą stający przed drzwiami musiał wsunąć rękę, aby pokazać, że to on, wylegitymować się, pokazać dowód. W pierwszych wiekach chrześcijańskich „nasi”, czyli Nazarejczycy, tatuowali sobie na nadgarstkach, czy na dłoniach, mały krzyżyk i wsuwając rękę przez otwór identyfikowali się. Nasza gołąbeczka właśnie tak to opisuje: Ukochany mój przez otwór włożył rękę swą, a serce me zadrżało z jego powodu. Taki Judasz, ale w dawnych czasach jeszcze tego określenia nie znano 😉 Tutaj macie fotkę takiego sprzętu do wykrywania obcych. Znaleźliśmy go parę tygodni temu w jednym ze starożytnych domów, może pamiętacie „dom przypowieści” w Efraim? 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ręka paszportowa 😉

Po drugie i chyba to jest ważniejsze – zobaczcie jak ten tekst o czekaniu na (powiedzmy sobie od razu, szczerze) na Joshkę, jest podobny do przypowieści o głupich pannach (Mt 25, 1-13) i do tekstu z Apokalipsy 3, 20: Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Joshka jest tutaj bardzo ciekawy. Tekst z Pieśni opisuje tę dziewczynę jak się ociąga, znajduje wymówki i po pół godzinie wstaje łaskawie do ukochanego (dobrze, że się nie malowała jeszcze). Tak samo jest z nami – jeśli czujesz, że Bóg do ciebie mówi, zaczepia cię, podstawia ci nogę, daje natchnienie…to idź za nim, po zanim się zabierzesz, zanim otworzysz, Jego już nie będzie.

Dzień 81

Dziś przy kolacji Bill opowiedział mi historię swojej pierwszej spowiedzi jako „świeżak” ponad 50 lat temu. Wchodzi do konfesjonału penitent, a Bill słyszy zza kratki:
– Nie ruszaj się, bo rozwalę ci łeb! (rzecz dzieje się w kościele Bożego Ciała w Los Angeles). Bill na to: Słucham? – Bo rozwalę ci łeb! Wtedy Bill patrzy, a tutaj lufa pistoletu przyłożona do kratki konfesjonału. Przełknął ślinę i po paru chwilach ciszy słyszy. – Niech mnie ojciec pobłogosławi….Co skrzętnie Bill uczynił. Ot taka zwykła spowiedź, bez fajerwerków 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kaplica św. Weroniki.

Nam poszło o wiele lepiej – Mszę odprawiłem w kaplicy VI stacji Drogi Krzyżowej, w kaplicy Weroniki. Dla kogoś takiego jak ja, Msza odprawiona na szlaku Drogi Krzyżowej jest nie lada przeżyciem. Jestem jeszcze przecież księdzem na gwarancji, nawet pół roku nie minęło od święceń 🙂 Super akcja, bo dziś ewangelia mówi o wydarzeniach z Zachariaszem i Gabrielem, które miały miejsce w Świątyni Jerozolimskiej, do której mieliśmy rzut moherowym beretem. Jak zwykle było mocno i jakoś tak prawdziwie, jakby te wydarzenia nabrały…..mocy (jak widać udziela się mi atmosfera Gwiezdnych Wojen 😉 ). Niech moc będzie z wami!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Świątynia, gdzie posługiwał Zachariasz, aż tu nagle…(Łk 1, 5-23).